niedziela, 18 listopada 2012
Prolog.
Kolejne uderzenie o struny gitary. Kolejny kojący dźwięk dochodził do jego uszu. Uwielbiał to. Kochał muzykę bardziej niż cokolwiek innego. Kiedy skończył 5 lat stracił rodziców. Ten właśnie wypadek zapoczątkował jego przygodę z muzyką. Dzięki grze mógł wydobyć siebie wszelkie zło, radość, szczęście, żal... Nie miał przyjaciół. Nie przejmował się tym, co powiedzą o nim inni ludzie, bo tylko on wiedział jaki jest. Co lubi, czego nie. W jakim towarzystwie może się obracać. W zasadzie... Nie przepadał za jakimkolwiek towarzystwem. Od zawsze był zamknięty w sobie. Tylko On i gitara. Tworzyli wspaniałą parę. Nigdy się nie rozstawali i nic nie wskazywało na to, by takowe rozstanie miało kiedykolwiek nastąpić. Miał dopiero 16 lat, a wiedział o życiu więcej niż niejeden trzydziesto, -czterdziestolatek. To on w wieku dziesięciu lat zmuszony był zamieszkać sam, radzić sobie z wszelkimi problemami, znosić wyśmiewanie i wytykanie palcami w szkole. Gitara. Jedna, mała rzecz, a sprawiła, że podołał wielu przeszkodom i stał się człowiekiem. To ona pomogła mu uzbierać pieniądze na własne potrzeby. Nigdy go nie opuściła, zawsze poprawiała humor. Z każdym nowym dniem jego miłość do muzyki rosła. Właśnie przez to ludzie uważali go za dziwaka, ale cóż... Taki był właśnie James Harrison.
Subskrybuj:
Posty (Atom)